go veg, you motherfucker!


Weganizm próba sto tysięcy czterdziesta czwarta.
Dlaczego ja sobie to robię?
Pytanie powinno brzmieć odwrotnie - dlaczego ja nadal tego nie zrobiłam. Czuję się kiepsko, jedząc za dużo, jedząc ser, jedząc słodycze, jedząc to wszystko, co powoduje, że czuję się ciężko, mam zgagę i tak dalej. Nie chcę się czuć kiepsko.
I teraz nie pytam siebie - ciekawe ile wytrzymam.
Nie jestem ciekawa, ile wytrzymam. Zakładam, że tak ma być i już.

Ponieważ w tym wieku kilka rzeczy trzeba zacząć na nowo, zmiana żywienia pasuje jak ulał.

by jaskrawa
14.01.2018; 17:20
komentuj(7)

It's like the sound of winter


Chce mi się głównie płakać.
Zima idzie.
W robocie nie dają żyć, gównoburza jedna za drugą.
Bieganie wytwarza taką małą kołderkę, ale ona jest za cienka i za krótka, aby schować się przed całym światem.
Byle przetrwać jakoś. Jakoś... Ciągle jest jakoś, ciągle złudzenie, że kiedyś będzie lepiej. A wiadomo, że nie będzie.







by jaskrawa
27.10.2017; 20:03
komentuj(4)

I want to run, I want to hide


No teraz to się zawzięłam i cokolwiek, cokolwiek się wydarzy, to się nie poddam.
Niedawno ktoś mi wysłał fajny cytat o byciu wojownikiem. Nigdy nie byłam żadnym cholernym wojownikiem, raczej "piasku ziarenkiem w klepsydrze". W sumie może to właśnie dlatego nic mi się nie chce. Bo nie mam celu, toczę się przez życie i czuję coraz większą pustkę. Ludzie, którzy wierzą, mają swojego Boga, punkt odniesienia. Ateiści jednak muszą sobie wyznaczać cele, szukać jakiegoś sensu. Ja już dawno się pogodziłam z tym, że nic nie ma sensu. I zaczynam rozumieć, dlaczego zarzucają nam nihilizm. Mnie słusznie można zarzucić.
Dobra, koniec rozważań z dupy.

W pracy sezon na gównoburze i coraz bardziej wieje i leje. Opcje dwie - skulić uszy, podwinąć ogon - albo jednak próbować coś ugrać, bo jak nie teraz to nigdy.

Bieganie pomaga. W mięśniach jest schowana jakaś mała moc, zwykle uśpiona. Gdy się ją wyzwoli, to płynie prosto do mózgu i robi tam porządek. A mózg to przecież mieszkanie umysłu, więc i umysł czuje się lepiej. Bezpiecznie.

Depresja trochę puszcza. Wiem już jedno - naukowcy dawno to odkryli - gdy biegam, nie jest w stanie mnie dosięgnąć. Nawet jeśli, szybko przechodzi. To jak hartowanie się w zimnej rzece, boso na śniegu. I tu już żadne biegam, bo lubię. Biegam, bo muszę, choć lubię przy okazji.



by jaskrawa
08.10.2017; 10:32
komentuj(3)

... to all the things I've lost on you


Wszyscy ocipieli na punkcie tej LP. No i słusznie, bo babka jest zajebista.
I nie można od niej wzroku oderwać ani ucha.
Chociaż nie ma cycków.

Właśnie w tym sedno - jesteśmy już tak znudzeni armią ponaciąganych, wyprasowanych i napompowanych gdzie trzeba klonów, wylewającą się z ekranów i okładek, że jeśli gdzieś pokażą nam CZŁOWIEKA z krwi i kości, to jest wielkie łał.

Ale w sumie to ja nie o tym chciałam.
Chciałam o tym, że depresja mode - on. Nie mam na nic sił, motywacji do niczego, już nawet nie chodzi o pogodę.
Kierat, rutyna, nuda. Rano stres przed-przedszkolny, potem pociąg, robota, którą uwielbiam, ale która nie ma przecież i tak żadnego sensu.
Na wszystko można patrzeć z punktu widzenia grobu, jak widać. Wszystko jedno, gdzie jesteśmy, w głowie masz dobrze, albo nie masz i chuj, nic się na to nie poradzi.
Mam poczucie, że zaraz wszystko się znowu zacznie rozpadać, nieuniknione.
A przecież powinno być ok, ok, ok. Dzieciaki w przedszkolu, zadowolone, dom, praca, nie brakuje na chleb. Nie rozgryzłam tego. To fizjologiczne, czy może ja nie dość się staram?
Chcę na wakacje, gdzieś, gdzie jest ciepło, słońce i człowiek nie musi się w ogóle zniżać do powierzchni ziemi.

by jaskrawa
07.09.2017; 11:14
komentuj(9)

uczymy się żyć, bez końca, bez początku


Lato, lato i już prawie koniec.
Sporo było u nas wakacji, bo i Sycylia, i potem Bieszczady, i jeszcze Kapitan z dzieciakami na parę dni nad morze pojechał, gdy ja już musiałam wrócić do roboty.
Jeszcze mam pod powiekami błękit wody Morza Tyrreńskiego, przezroczystej jak jasna cholera, żółte zaułki odrapanych miasteczek, cudownych, leniwych zadupi. I zalane słońcem, wysuszone, wypalone na wiór łagodne góry po horyzont. I jeszcze smak wina na języku, soli morskiej, czekoladowych lodów, no i truskawkowych, które Jasiek zawsze chciał i wiedział, że po włosku ten smak nazywa się "fragola"...

Jeszcze mam pod powiekami bajkową Połoninę Wetlińską, łąki pełne polnych kwiatów, ziół, chwastów, rozszalałych tam, jak nigdzie indziej. I szum rzeki w uszach, aż ciepłej od południowego, polskiego upału.

Nic nie ma takiego smaku, jak włóczenie się po świecie, upstrzonym miejscami jak perełki, jak nagrody, małe lokalne realizacje naszych marzeń. I w sumie nieważne, czy to jest bieszczadzka wioska, czy biedne włoskie południe - jednakowo wydaje się, że tam życie toczy się jakby w innym czasie i rzeczywistości.
Czasem czuję, że siedzenie na miejscu zabija mnie jak jakieś przewlekłe choróbsko, które niszczy powoli, boleśnie, ale systematycznie i nieubłaganie. Zwłaszcza teraz, gdy za chwilę się zacznie - wstawanie rano, bo trzeba zdążyć, pośpiech, poganianie dzieciaków, nerwy, stres, sezon grzewczy, choroby, smog, warstwowe ubieranie, legginsy pod spodniami, ciągle ginące dziecięce rękawiczki, usmarkane nosy. Ech...
Winter is coming, kurwa.

by jaskrawa
27.08.2017; 13:24
komentuj(5)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl